Moje spojrzenie na Fuerteventura przez pryzmat kolarza szosowego i to w wydaniu ‚kolarstwo romantyczne’. Ta wyspa ma wiele uroku ale czy nadaje się na rower?

Droga do Betancurii

Dlaczego akurat Fuerteventura?

Szczerze – wyszło trochę przypadkiem. W zasadzie w planach na ferie zimowe były narty, ale ceny w ośrodkach w Polsce były tak niedorzeczne, że zacząłem przeglądać ceny lotów w ciepłe kraje. Biorąc pod uwagę późniejszą epidemię, dobrze, że nie zdecydowaliśmy się na wypad na narty do Włoch (uff).

Niestety jeśli planujecie wylot na okres luty-marzec, zróbcie to kilka miesięcy wcześniej. Jeśli tak jak ja będziecie to robić w styczniu, to w zasadzie do wyboru zostaną tylko zorganizowane wycieczki z biurem podróży, bo biletów lotniczych już nie będzie lub będą w kosmicznych cenach. Biura podróży mają wykupione czartery i dzięki temu padło na opcję zorganizowanych wakacji.

Niestety (lub stety bo potem okazało się, że pierwszy CoVid-19 na Kanarach był właśnie na Teneryfie) bardziej ‚rowerowe’ wyspy z archipelagu Kanaryjskiego były od 2 do kilku tysięcy złotych droższe. I tak oto wybór padł na Fuerteventura, wyspę kite’ciarzy i to w dodatku na ‚all inclusive’ pierwszy raz w życiu. Na tym etapie jak znajomi mówili „ale tam wieje” odpowiadałem jeszcze „na Mazowszu też wieje” – dopiero potem okazało się jak bardzo byłem w błędzie 😛

Fuerteventura zwana jest ‚plażą Wysp Kanaryjskich” nie bez powodu. Jest wyspą najbliżej położoną Afryki (około 120km), jest bardzo piaszczysta i narażona najbardziej na La Calima (jeśli nie wiesz co to, to polecam kliknąć tutaj). W moim przypadku Calima jeszcze dzień przed wylotem wyglądała tak jak na foto po prawej i w sumie do ostatniej chwili nie wiadomo było czy w ogóle polecimy, gdyż przez jakiś czas lotniska były zamknięte. Od razu odpowiem na najważniejsze pytanie – jak jest Calima to nie da się na wyspach jeździć rowerem, bo grozi to chorobą płuc (drobny pyłek wiszący w powietrzu, taka mgła).

Kiedy lecieć na rower?

O każdej porze roku! Pod tym względem Kanary pozostają bezkonkurencyjne. W lutym w ciągu dnia będą temperatury około 20-23 stopni w cieniu, w nocy około 15-17 stopni. Za to na słońcu w dzień, przy całkowitym braku drzew, naszykujcie się na temperatury 30 stopni i wyżej. Filtr przeciwsłoneczny to podstawa, chyba, że lubicie udawać węża i zmieniać skórę co parę dni. Będzie wiało, więc możecie od razu tego nie czuć, ale testowałem na sobie – krem do opalania jest naprawdę konieczny.

Skoro już Fuerte, to gdzie spać?

Kluczowe info dla szosowca 😛

Costa Calma

Ze względu na rekomendacje hoteli i dostępne miejsca i budżet, bazę wypadową mieliśmy w Costa Calma. W sumie trudno nazwać to miejscowością, bo to po prostu zlepek wielu hoteli w jednym miejscu po wschodniej stronie wyspy. Kilka sklepów, kilka restauracji, stacja benzynowa no i najważniejsze – kilka wypożyczalni rowerów (o nich szczegółowo potem). Generalnie niezłe miejsce wypadowe, chociaż na północ wyspy wyjechać da się tylko dwoma drogami: hardcore’ową przez góry lub mniej hardcore’ową ale za to ruchliwą drogę FV-2 idącą wzdłuż wyspy. Nie ma tu dużo ruchu ciężarówek, ale to najbardziej ruchliwa droga na wyspie, którą trzeba podjechać kilka kilometrów by móc odbić na inne mniej ruchliwe…

Caleta de Fuste

Tutaj też głównie hotele, położona nieco bliżej lotniska i warto sprawdzić czy akurat nad Waszym hotelem nie będzie ścieżki podejścia do lądowania. Minus tego miejsca jest taki, że jesteście skazani na kilku kilometrowy dojazd FV-2 i potem FV-413 – za każdym razem, żeby dostać się do innych ciekawszych miejsc.

Północ wyspy

Północ to kraina pojedynczych górek wystających jak wygasłe wulkany (którymi pewnie są), natomiast szosą się po nich jeździć nie da. Jest za to kilka fajnych przełęczy i szybki dojazd do szosy na Betancurię (o której jeszcze opowiem). Corralejo jest fantastyczne ze względu na ogromny teren pokryty wydmami. Fantastyczne miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić niezależnie od tego, gdzie na wyspie będziecie.

Wydmy Corralejo

Morro Jable

Widok na plażę Sotavento z drogi do Morro Jable

Nie no ładnie tam, ale serio – jeśli chcecie jeździć na szosie to nie wybierajcie tego miejsca bo jedyna droga na północ to główna trasa FV-2. Dodatkowo jest ona w remoncie i nie wszędzie są objazdy. Widoki super, ale nie warto. Miejscami da się jechać boczną drogą, na kilku odcinkach jest ścieżka rowerowa. Dla tych widoków można raz tamtędy przejechać, ale jeździć tą drogą dwa razy dziennie bym nie chciał.

Skoro już wiemy gdzie spać, to czym jeździć?

Oczywiście odpowiedź zależy od wielu czynników. Nie piszę o fatbike i MTB, bo zwyczajnie się na tym nie znam. Jeśli chodzi o szosę, to przede wszystkim wybór zależy od długości Waszego pobytu na wyspie. Wypożyczalnie rowerów szosowych znajdziecie w każdej miejscowości turystycznej, również z opcją dostawy do hotelu. Niestety nie są to rowery z najwyższej półki i najlepszych marek. Ewidentnie wypożyczalnie raczej nastawione są na fatbike i MTB oraz e-bike w wydaniu ‚niemiecki turysta’. Mają też dobrze policzone koszty wynajmu vs. koszt sprowadzenia własnego roweru.

Wypożyczenie na 6 dni roweru Ghost Nivolet w wersji z tarczami kosztowało 160EUR, czyli dokładnie tyle ile linia lotnicza dolicza do biletu (przynajmniej jeśli chodzi o Smartwings). Do tego trzeba się liczyć z tym, że biuro podróży będzie chciało dodatkowej opłaty za przewóz walizki autokarem – trochę niezrozumiałe ale trzeba doliczyć około 40EUR. Jak dla mnie, gra nie warta świeczki. Wybrałem wypożyczony rower, bo

  • mogę przetestować różne rowery, w różnych rozmiarach
  • nie muszę się martwić, że obsługa bagażowa połamie mi ramę lub pourywa klamki
  • nie wystawiam swojego roweru na katowanie przez kilka dni w dość trudnych warunkach (asfalty na Fuerte bywają bardzo dobre, bywają też fatalne)
  • nie wiem jak Wy, ale ja mam koła na stożku 50mm, co na Fuerte oznacza tyle co dobry żagiel
  • mam naszykowany rower i obsługę serwisową na miejscu

To ostatnie nie do końca się sprawdziło, bo rower, który dostałem potrafił powyżej 50km/h dostać takich wibracji, że dwa razy prawie z niego spadłem. Na zjazdach było to mocne ograniczenie i ta niepewność towarzyszyła mi do końca wyjazdu, gdyż serwis nie potrafił znaleźć przyczyny.

Ja korzystałem z Fastmotion Bike Fuerteventura. Ceny wypożyczalnie mają wszędzie takie same, więc to tylko kwestia tego jaki rower chcecie wybrać, bo każda wypożyczalnia współpracuje z innym producentem.

Ghost Nivolet disc na drodze do Betancurii

Wszystkie rowery jakie widziałem mają napęd 11-28. Jeśli jesteście choć trochę w formie, to podjazdy na Fuercie z tym napędem raczej Was nie pokonają. Dwucyfrowe nachylenia się zdarzają, ale chyba tylko raz trafiłem wartość powyżej 15% przez kilkadziesiąt metrów.

Gdzie jeździć?

Fuerteventura ma około 100km długości i około 30km szerokości (w uproszczeniu). Najwyższy szczyt ma około 812 m npm. Kiedy wyczytałem tą wiadomość, pomyślałem, że w sumie nuda. Po co ja tam lecę, skoro objadę całą wyspę w dwa dni 🙂

Otóż nic bardziej mylnego, Fuerte ma w swoim arsenale coś czego nie mają inni – wiatr. Generalnie wiatr na wyspie dzielę na dwie kategorie, chociaż czerwona strefa potrafi się mocno rozszerzyć zależnie od dnia:

Ale to tak na serio, wieje 😛

Jeśli więc jesteście wprawnymi kolarzami i na Gassach z kolegami rzadko schodzicie poniżej 35km/h, to przygotujcie się na mocny plaskacz w twarz. Będzie wiele takich momentów, gdzie mimo podawanej mocy w strefie 4 lub 5 i tętnie wychodzącym poza próg mleczanowy, będziecie jechać 15km/h. Na płaskim.

Zmienia to trochę podejście do planowania tras, zwłaszcza w kontekście bazowania w Costa Calma. W samej mieścinie jest spoko, ale każdy wyjazd na północ trasą przez góry oznacza przejazd przez czerwoną strefę. I nazwa tej miejscowości słusznie kojarzy Wam się ze spokojem, mija on jak tylko wyjedziecie na pustynię i dostaniecie wiatr w twarz.

Droga z Costa Calma do La Pared

Wyruszając na trasę trzeba być dobrze zaopatrzonym w wodę, gdyż na wyspie jest bardzo mało sklepów. Przy silnym wietrze nie odczujecie zbytnio pragnienia, ale w pustynnym słońcu organizm będzie potrzebował dużo wody. Restauracje są otwarte tylko w głównych punktach turystycznych, tam gdzie docierają autobusy z niemieckimi turystami. Restauracje i sklepy generalnie akceptują karty płatnicze, ale nie wszędzie mają terminal do płatności zbliżeniowych. Lepiej mieć przy sobie zawsze trochę gotówki.

Średniej prędkości nie uratuje Wam za to wiatr w plecy, bo przy większych prędkościach (czyli powyżej 35km/h) jeden silny podmuch z boku oznacza wyjazd pod auto albo zjazd do rowu. Po kilku takich ryzykanckich rajdach z wiatrem w plecy sami zrezygnujecie z gonienia średniej i zaczniecie schodzić na regenerację i podziwiać widoki – może to i lepiej 🙂

Przejdźmy jednak do szczegółów. W sumie przez 5 dni zrobiłem na Fuerte około 370 kilometrów, co nie jest jakoś szczególnie imponujące. Biorąc poprawkę na wiatr i fakt, że był to wyjazd łączony z wakacjami z rodziną, wynik całkiem przyzwoity.

Costa Calma – Ajuy (czyt. achuj 🙂 )

Trasa prowadzi jak widać wietrzną i górzystą stroną wyspy. Podjazdy sięgają w kilku miejscach 15-17% nachylenia, ale na dystansie kilkudziesięciu metrów. W jednym tylko miejscu, za miejscowością Cardon, miałem dziwne wrażenie odosobnienia. Przejeżdżając koło kilku zaparkowanych samochodów, dostałem gromkie brawa i okrzyki „Allez allez”. Dopiero potem zrozumiałem dlaczego. Jest to najbardziej stromy kawałek asfaltu jaki znalazłem na wyspie, nieco ponad kilometr ze średnim nachyleniem 11%. W kilku miejscach nachylenie dochodzi jednak nawet do 23%. Jak już wdrapiemy się na przełęcz, widok na okoliczne góry wynagradza wysiłek, a zaraz potem wiatr urywa mi głowę i uciekam się schować za jakąś górką…

Przełęcz za najbardziej stromym podjazdem na wyspie

Bardziej niż na podjazdy trzeba się nastawić na wiatr, gdyż jadąc zachodnią stroną wyspy jesteśmy na niego wystawieni prawie cały czas. Przerwę na lunch warto zaplanować w miejscowości Ajuy. Warto to miejsce zobaczyć też bez roweru, aby połazić po wielkich jaskiniach wydrążonych w przybrzeżnej skale.

Link do stravy tutaj

Costa Calma – Tiuneje

Trasę zaczynam tą samą drogą co poprzednio. Jest to trasa o mniejszym przewyższeniu, w kilku miejscach łapię nawet szybkie segmenty, gdzie nieco osłonięty od wiatru mogę nadrobić fatalną średnią prędkość. Trasa dobra na regenerację, choć w kilku miejscach będzie można też trochę kapusty pougniatać. W Tiuneje nie ma nic, to znaczy teoretycznie są restauracje, ale albo otwierają się tylko na wysoki sezon lub późny wieczór. Jest za to stacja benzynowa, na której można uzupełnić zapasy i kupić kawę na wynos.

Po drodze miniecie stare wiatraki z czasów, gdy wyspa produkowała własną żywność i farmy aloesu. Wiedzieliście, że czysty aloes pachnie porem i cebulą? To teraz już wiecie 😛 Nie ma za co 🙂

Zaletą aloesu jest łagodzenie poparzeń, przyda Ci się na kolarską opaleniznę 🙂

Opcjonalnie można przedłużyć trasę i pojechać do Antigua, równie małej mieściny, w której jest bar i sklep. Szczerze, gdzie nie pojedziecie, czekają na Was piękne górzyste acz dość pustynne widoki. No i wiatr, wiatr czeka na Was wszędzie 🙂

Link do stravy na Tiuneje tutaj oraz alternatywna trasa nieco bardziej płaska, ale dłuższa do Antigua tutaj

Costa Calma – Morro Jable

Jak wspomniałem wcześniej, ta trasa to taki miks jazdy szosą, gravelem i rowerem miejskim. Nie jest to może najlepsza trasa do treningów czy równej jazdy z określonym obciążeniem, ale z pewnością warto przejechać te 50km dla fantastycznych widoków. Góry, ocean i piaszczyste rozległe plaże, muszę pisać więcej?

Link do stravy tutaj

Creme de la creme Fuerteventura

Na koniec, sama śmietanka i masełko na świeżo wypieczonym chlebku. Trasa, której będąc na wyspie ominąć po prostu nie wolno. Track, który wrzucam zaczyna się z innego miejsca, bo korzystając z samochodu ominąłem najbardziej ruchliwy kawałek drogi.

Polecam przejechanie tej trasy od północy do południa, bo startujemy wtedy z niższego miejsca i mamy przed sobą dłuższy podjazd. Nachylenia z obu stron są podobne i nie przekraczają 15%, a większość trasy to około 6-8%. Główna część podjazdu to ok. 3,5 km ze średnią 7,3%.

Po dotarciu do przełęczy, zaczynam zjazd do Betancurii, czyli pierwszej stolicy wyspy. Trzeba przyznać, że miejscówkę na stolicę znaleźli sobie niezłą, bo osada otoczona jest z każdej strony górami, które chronią przed wiatrem oraz zapewniają dopływ wody. W samej osadzie nie ma zupełnie nic, ale warto zatrzymać się, aby choć przez chwilę nacieszyć oczy zielenią. Po postoju ruszam znów pod górę w kierunku południowym i tutaj dopiero zaczyna się magia. Jakieś 10 km z nachyleniem około 4,5%. Wąska droga na 1,5 samochodu, wijąca się po zboczach gór aż do kolejnej przełęczy. Od przepaści dzielą nas tylko białe betonowe bloki, banan z twarzy nie schodzi, jedziemy powoli tylko po to by delektować się tym fascynującym miejscem.

Widok z podjazdu do Betancurii od północy

Na zjeździe ostrożnie na zakrętach, bo spotkanie przy ponad 50km/h z wiozącym Niemieckich turystów autokarem to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej (ortopedzi ponoć wręcz przeciwnie)… Potem z Pajara do Tiuneje czeka nas jeszcze jedna mała przełęcz, dość męcząca bo ruchliwa ale za to z szerokim poboczem.

Kawałek asfaltu do Betancurii daje tyle radości, że jeśli ktoś dzień w dzień przez tydzień pobytu na Fuerteventurze jeździł by tylko tą trasą – absolutnie bym się nie zdziwił.

banancycling.com

Link do stravy tutaj

Ile to kosztuje?

I znów – to zależy. Jeśli tak jak ja zabieracie rodzinę i decydujecie się w zasadzie w ostatniej chwili, to wiadomo, że tanio nie będzie. Zalety hotelu i plaży są jasne, nie dostajecie co 15 minut SMSa od żony, że dostaje do głowy z dzieciakami i jak zaraz nie wrócicie, to ona jedzie na lotnisko, a w hotelu czekają papiery rozwodowe. To zdecydowany plus Fuerteventury, zalety piaszczystej plaży rozumie każdy rodzic.

Zorganizowana wycieczka all inclusive do hotelu w klasie 4* to koszt około 2500zł od osoby.

Wynajem roweru lub transport własnego to koszt około 600zł plus ewentualny depozyt (zwracany).

Wynajem auta typu mini-suv na dwa dni to koszt około 350 zł (full insurance). Nie opłaca się robić tego przez Internet, bo najlepsze ceny na wyspie ma lokalna wypożyczalnia Cicar i ma biura w każdej większej miejscowości.

Ceny w sklepach są nieco wyższe niż w Polsce, klasycznie im dalej od typowych turystycznych zgromadzeń tym taniej. Fuerteventura to generalnie dość biedna wyspa, zależna zupełnie od turystyki.

Zdaję sobie sprawę, że za te pieniądze Maciej z hopcycling jest w stanie ogarnąć 4 wyjazdy w różne miejsca na świecie i przejechać kilka tysięcy kilometrów po górach. Wszystko zależy od Waszej sytuacji rodzinnej i preferencji.

Podsumowanie

Wybierając Fuerteventurę nie spodziewałem się dwóch rzeczy:

  1. Jak mocno może wiać wiatr.
  2. Jak fajnie jest wykąpać się w lutym w ciepłym oceanie i poleżeć na piasku w olbrzymiej piaskownicy ciągnącej się po horyzont.
  3. No dobra, trzeciej rzeczy też się nie spodziewałem, że kozi ser tak dobrze wchodzi winem wulkanicznym 😁

Czy tam jeszcze wrócę? Pewnie nie, bo ciągnie mnie w inne miejsca, choćby Teneryfę czy okolice Malagi.

Czy było warto? To zależy 🙂 Jeśli lecisz z rodziną, to warto. Jeśli sam, pewnie są lepsze miejsca na rower.

Fuerteventura to dobre miejsce na połączenie wypadu rowerowego z rodzinnym. Obie strony tej transakcji powinny być zadowolone 😎

banancycling.com

To mój pierwszy wpis tutaj, podziel się nim proszę ze znajomymi i koniecznie daj znać w komentarzu co o nim sądzisz. Dzięki!

Author

Jestem Adam, pasjonat rowerów i podróży rowerowych do najróżniejszych miejsc na świecie. Moim chlebem powszednim jest energetyka, a w wolnych chwilach kręcę na rowerze i robię zdjęcia. Chcę Was zainspirować do podziwiania świata z perspektywy dwóch kółek bez silnika.

Write A Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.